facebook

 Manewr Heimlicha czyli jak będąc laikiem uratować komuś życie...   - Blog Stetosklep.pl

Manewr Heimlicha czyli jak będąc laikiem uratować komuś życie...


Środek maja 2019 sobota, kolejny zjazd na studiach, chodziłem na ratownictwo niestacjonarnie, więc cały tydzień czekałem z utęsknieniem na kolejne zajęcia. Ciepły dzień zapowiadał się kolejnymi nudnymi zajęciami z języka angielskiego. Kawa w termos, jakieś jedzenie, wsiadam w auto i jadę na zajęcia. Z domu na uczelnie miałem jakieś 40-45 minut drogi ekspresówką. Zawsze wyjeżdżałem godzinę wcześniej żeby się nie spóźnić i nie ominąć żadnego zagadnienia. Dojeżdżając do Kielc zacząłem zwalniać i zobaczyłem na poboczu auto z włączonymi awaryjnymi. Chciałem zjechać na lewy pas, żeby było bezpieczniej, jednak zaczęła mnie wyprzedzać ciężarówka. Zacząłem zwalniać jeszcze bardziej i wtedy na mój pas wybiegł człowiek...

Machał rękami, bardzo gestykulował w dość nerwowy sposób. Nie miałem wyjścia, musiałem się zatrzymać. Zanim jednak to zrobiłem, odruchowo zablokowałem drzwi, żeby czuć się trochę pewniej, uchyliłem szybę od pasażera i zobaczyłem człowieka, gdzieś koło trzydziestki, kolor jego karnacji mówił, że musi pochodzić z krajów muzułmańskich. Jako że była wtedy „moda” na zamachy bombowe, zacząłem czuć wielką niepewność i strach. Obcy człowiek patrzy się na mnie z oczami prawie wypadającymi z oczodołów i wyrzuca z ust słowa niczym karabin maszynowy. Jedyne, co zrozumiałem (zrozumiałem to dużo powiedziane) z jego wypowiedzi to: „Hala mala hala mala!”. Nie wiedziałem czy mnie obraża czy atakuje czy cokolwiek innego... Powiedziałem do niego spokojnym tonem: „English please! Tell me what happened?!” I wtedy usłyszałem trzy słowa, które mnie utwierdziły w tym, że naprawdę dzieje się coś złego. „Baby please help!”. To zrozumiałem bardzo dobrze, bez chwili wahania włączyłem awaryjne i wysiadłem z auta. Człowiek, który mnie zatrzymał zaczął biec w kierunku swojego pojazdu, więc szybkim krokiem podążałem za nim, ale w taki sposób abym go miał przed sobą. Po prostu nadal czułem się niepewnie, nie wiedziałem czy może mi się coś stać, nie znałem jego zamiarów, ale słowa „Baby please help!” przejęły nade mną kontrolę i musiałem to sprawdzić. Nie byłbym sobą gdybym tego nie zrobił...

W momencie, w którym podbiegłem do auta zobaczyłem coś, czego raczej nie zapomnę do końca życia. Na tylnym siedzeniu siedziało dziecko. Na oko 6 może 8 lat. Ręce trzymał przy gardle i był już bardzo siny a jego głowa sprawiała wrażenie jakby się trzęsła. Zapytałem człowieka, który mnie zatrzymał czy mały coś jadł, po czym zauważyłem pudełko z jakimś chińskim żarciem rozsypane na podłodze auta. Wtedy wiedziałem już, co się dzieje…

Wyciągnąłem dzieciaka przez okno, klatka piersiowa mu się nie ruszała, młody nie oddychał, ale jeszcze mi nie odpłynął. W tamtej chwili pomyślałem sobie, że jeżeli teraz mi odpłynie to nie widzę w jasnych barwach tego co może nastąpić. Szybko i dość nerwowo spojrzałem w usta dzieciaka, niestety nic w nich nie widziałem. Bez wahania zacząłem uderzać między łopatki, 5 mocnych uderzeń i nic zero reakcji... Przeszedłem do manewru Heimlicha. Musiałem stworzyć podciśnienie naciskając na przeponę. Podciśnienie wytworzone w przeponie potrafi przepchnąć kawałek jedzenia z dróg oddechowych powodując ich udrożnienie. Pięć razy mocne i zarazem delikatne uciśnięcia podbrzusza ( delikatne, ponieważ to dziecko i łatwo je uszkodzić ) i nic, dalej nie oddycha… Czas leci, chłopak zaczyna lecieć mi przez ręce, wiedziałem, że zaczyna być źle. Druga taka sama pętla i nic... Wtedy wiedziałem, że jak teraz nie dam rady to chłopak straci przytomność i nie będę mógł zrobić już zbyt wiele... Naciąć tchawice? Ale jak?! Czy zrobię to dobrze?! Czy nie zrobię mu większej krzywdy? Niestety nie wiedziałem tego. Wziąłem głęboki oddech i przeszedłem do zdecydowanego działania... Za trzecim razem złapałem dzieciaka zdecydowanie, zgiąłem go w pół i wykonałem dosyć mocne uderzenie zza swojej głowy między jego łopatki. Udało się!!! Makaron wystrzelił z niego jak z wulkanu! Odetchnąłem z ulgą, ale chłopaczek dalej nie oddychał i czułem, że zaczyna mi się osuwać na ziemie... Odwróciłem go przodem do siebie i wbiłem mu kciuk w kaptur, aby wywołać reakcje bólową. To takie miejsce obok obojczyka, należy wsunąć kciuk miedzy kość a mięsień lub po prostu ścisnąć mięsień. Usłyszałem głośne łapanie oddechu. Udało się!!! Ale dziecko zaczęło się rzucać i płakać, krzyknąłem do gościa „Calm down him!”, on krzyknął i dzieciak stanął jak słup soli, tylko łzy ściekały mu po policzkach... Oddech przywrócony, udało się. Chciałem wzywać pogotowie, jednak facet powiedział, że sam zawiezie syna do szpitala. Poprosił abym wpisał mu adres najbliższego szpitala w nawigacje. Wpisałem wiec i życzyłem szerokiej drogi. Ojciec wsadził syna z powrotem do auta i ze łzami w oczach dziękował za pomoc. Co czułem w tamtym momencie? Wydaje mi się, że byłem bardziej wystraszony niż ten dzieciak bo każdy mięsień mi drżał...

Gdy już chciałem wracać do swojego samochodu usłyszałem krzyknięcie. Mężczyzna, który wcześniej patrzył na walkę jego synka, podszedł do mnie, uścisnął moją dłoń, zdjął złotą bransoletkę oraz sygnet ze swojej ręki i podaje mi je mówiąc: „Take this!”. Moje zdziwienie w tamtym momencie musiało wyglądać naprawdę bardzo komicznie, jednak gość nie odpuszczał, dalej mówił do mnie, że chce się odwdzięczyć w jakikolwiek sposób...Trzy razy odmawiałem, mówiąc, że chce zostać ratownikiem medycznym i zrobiłem to, czego się nauczyłem w szkole na medycznych czynnościach ratunkowych. W końcu on nie wytrzymał, podbiegł do mojego auta i wrzucił mi to cale złoto przez otwarte okno. Wykonał jakiś gest w moją stronę, mówiąc coś i patrząc w niebo, po czym odjechał z piskiem opon.

W tamtym momencie nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Zanim wróciłem do samochodu i zanim odjechałem musiałem się uspokoić bo adrenalina ze mnie schodziła i nie byłem w stanie zrobić nic oprócz gapienia się na te dwie złote błyskotki... Chciałbym temu człowiekowi je oddać, ponieważ takie przedmioty nie maja dla mnie wartości, żadnej z tych wartości, które w swoim życiu wyznaję. W tamtym momencie największa wartością dla mnie było to, aby jego synek zaczął oddychać. To była moja pierwsza poważna akcja i pierwsze życie, które wpuściłem do swojej zagrody uratowanych dusz. Czułem ogromną dumę, że potrafiłem zachować zimną krew w tak ciężkiej sytuacji.

Zachęcam każdego do uczestnictwa w kursach pierwszej pomocy. Tylko nie chodźcie na kursy do Wujka Władka z krainy, o której nikt nie słyszał. Wybierajcie tylko i wyłącznie specjalistów, którzy znają się na swojej pracy i potrafią w sposób rzeczowy przekazać swoją wiedzę. Pozdrawiam Was wszystkich! 



Autor: Maciek

Maciek

Cześć! Jestem Maciek. Mam 22 lata i jestem absolwentem kierunku Ratownictwo Medyczne Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Od tego roku jakoś od września prowadze profil o chatakterze medyczno-naukowym na instagramie Wuja_medyk.

 Ratownictwo medyczne jest moim wymarzonym kierunkiem, odkąd poszedłem na pierwsze praktyki z całym zapałem chłonąłem wiedzę. Niektóre przedmioty dawały w kość i odgrywały na nerwach marsza, ale zawsze trzeba było wracać z tarczą w drodze do wymarzonego zawodu jakim jest ratownik medyczny. Będąc jeszcze studentem przydarzyło mi się wiele historii z zastosowaniem wiedzy jaką nabyłem na uczelni, jednak ta jedna jest szczególnie dla mnie ważna, ponieważ to była pierwsza akcja, w której sam musiałem podejmować decyzje i zdecydowane działania w celu uratowania drugiego człowieka. Nie oszukujmy sie ledwo po rozpoczęciu studiów jest sie laikiem i nie ma zbyt wielkiego pojęcia.

Proszę o wyrozumiałość, ponieważ nigdy nie byłem humanistą. Zapraszam do czytania!

Nie znalazłem produktu
Poleć nas



Dane adresowe

SINATUR Sp. Z O.O.
Pomorska 80 / 10
91-409 Łódź

42 674 61 00 Pon - Pt 8.00 - 16.00 / 511 876 124 / 512 998 887
email: biuro@stetosklep.pl

Konto

ING Bank Śląski S.A. Oddział w Łodzi
Nr konta: 31 1050 1461 1000 0090 3022 6881

Wysyłka & płatność

Przesyłki do Państwa realizowane są
za pomocą firmy DPD.
Szczegółowy cennik kosztów dostawy
znajdziecie Państwo w zakładce WYSYŁKA I ZWROTY.

Płatności za zamówiony towar w naszym sklepie
możecie dokonać Państwo tradycyjnym przelewem
na konto bankowe podane na naszej stronie
lub za pomocą systemu płatności iMoje.