facebook

 Czy „powołanie” definiuje jakim zostaniesz lekarzem? - Blog stetosklep.pl

Czy „powołanie” definiuje jakim zostaniesz lekarzem?


Co kieruje młodymi ludźmi w wyborze medycyny jako swojej ścieżki edukacji i późniejszej pracy? Wydawać by się mogło, że jest to pytanie retoryczne i dość jednoznaczne. Jednak często oszukujemy siebie i uciekamy do mitów. Zdarza się też, że w trakcie studiów nasza motywacja się zmienia, ponieważ wraz z  prądem życia – ulegamy zmianom. Czy „powołanie” definiuje to, jakim zostaniesz lekarzem? Bynajmniej.

 Pamiętam swój czas liceum, matury i początku studiów. To ten magiczny okres, w którym wyobrażasz sobie, że będziesz kolejnym Dr Housem, cała rodzina jest z ciebie dumna. Osiągnąłeś sukces, ponieważ dostałeś się na wymarzony kierunek studiów. Oczami wyobraźni widzisz siebie za kilka lat, leczącego trudne przypadki, znajdującego lekarstwa na dotychczas nieuleczalne choroby. Myślisz, że jesteś wyjątkowy. Mimo wszystko, statystyka jest dość miażdżąca – w roku akademickim 2019/2020 liczba miejsc na kierunku lekarskim na studiach jednolitych magisterskich w Polsce wzrosła do 8158 miejsc. Co to oznacza? Nie jesteś jedyny. Halo, zejdź na ziemię.

 Na pierwszych zajęciach z anatomii jeden z prowadzących powiedział nam, że „kierunek lekarski nie jest dla geniuszy, ale dla osób pracowitych i cierpliwych”. W tamtym momencie wydawało mi się, że to zdanie zostało wypowiedziane tylko po to, aby nas [studentów] postraszyć. Teraz, będąc na 4. roku studiów medycznych widzę jak bardzo to zdanie było prawdziwe. Bo tak naprawdę jest. Najwięcej zyskują studenci odznaczający się cierpliwością, wytrwałością i pracowitością, a przy tym – skromnością. Te osoby, które pozostały sobą i nie zatraciły swojej tożsamości. Nikt przed studiami tego nie mówi (a jeśli nawet - to bardzo niewiele osób), że medycyna w dużej mierze wymaga determinacji i psychicznej siły. Ale nie tylko takiej, aby pracować z ludzkim ciałem, ze zwłokami, czy człowiekiem w jego najcięższych momentach – trzeba tutaj ogromnej siły mentalnej do walki z samym sobą. Do walki z własnymi słabościami, lenistwem, brakiem koncentracji, małą ilością czasu. Często nie ma miejsca na chorowanie, na problemy osobiste, a sprawy prywatne trzeba zostawić na później. Wciąż rzucane są wyzwania, które musisz podjąć i zwyciężyć. O ile sprawia ci to frajdę i czujesz się jak ryba w wodzie – jest w porządku. Ale ilość wyzwań na medycynie może cię przytłoczyć. Mnie raz mocno przytłoczyła. Wtedy nie należy bać się poprosić o pomoc, pójść do psychologa. Takie momenty mogą zdarzyć się każdemu i nie świadczą o tym, że jesteś słabszy, czy gorszy.

 Spiralę geniuszu i wyjątkowości studentów medycyny nakręcają bardzo często oni sami. Ciężko wyrzucić mi z pamięci rozmowy moich nowo poznanych znajomych z poprzedniej grupy dziekańskiej. Postanowiliśmy wyjść na zapoznawcze piwo w dniu immatrykulacji. Atmosfera była dość gęsta, każdy czuł się nieswojo, a na tapecie był oczywiście powód wybrania tego, a nie innego kierunku studiów. Większość wymieniała chęć pomagania innym. Padły też słowa: „gardzę osobami, kóre przyszły tu bez powołania”. Czułam w tamtej chwili skręt w żołądku i mogę się założyć, że nie byłam jedyna. Swoją drogą, nadal po kilku latach studiowania nie wiem czym jest to mistyczne „powołanie”, które ponoć definiuje jakim lekarzem będziesz w przyszłości. Wiele osób rzuca tę wydmuszkę w tłum wiedząc, że będzie dobrze brzmiała i zbuduje pozytywny wizerunek. Przy tym nie trzeba mówić za dużo, ani się tłumaczyć, a w dodatku – kreuje się siebie na kogoś lepszego od innych, ponieważ nie jest się tutaj z pobudek przyziemnych, ale wzniosłych. Jakbyśmy to nie my wybrali ten kierunek, ale ktoś wybrał nas. Pomaganie ludziom, altruizm - ładnie to brzmi. Fajnie rzucić takim hasłem przed znajomymi, z którymi wciąż rywalizujemy o lans w życiu czy w mediach społecznościowych.  Ale czy to jest szczere? Tych szczerych osób jest, myślę, garstka.

 Motywacji, które pchają ludzi na medycynę jest mnóstwo.  Presja rodziny (często nieuświadomiona lub uświadomiona dopiero po czasie), ambicje i chęć spełniania się, lekarz w rodzinie, status społeczny, leczenie własnych kompleksów, a często – zwyczajna chęć robienia czegoś sensownego dla innych, czegoś ciekawego. Czasem w dzieciństwie chorujemy, dużo czasu spędzamy w szpitalu i wybranie medycyny jako ścieżki kariery zawodowej wydaje się z czasem naturalne. Wiele osób wybiera ten kierunek z uwagi na stabilną możliwość znalezienia pracy lub po prostu – bo nie miało innego pomysłu na siebie. Czy jakakolwiek motywacja jest lepsza bądź gorsza? W moim odczuciu nie. Myślę, że musi być ona przede wszystkim na tyle silna, aby  pozwoliła nam dotrwać do końca studiów, a przy tym nie doświadczyć wypalenia zawodowego jeszcze przed ich skończeniem. Tylko o takich motywacjach często już mówić nie wypada, bo nie brzmią za ładnie lub po prostu - zbyt pospolicie. 

Na początku studiów lekarskich wiele osób deklaruje, iż jest w stanie poświęcić wszystko dla wymarzonej pracy, czy po to, aby osiągnąć sukces. Kiedy zapytasz pierwszoroczniaka jaką specjalizację chciałby uprawiać w przyszłości – większość odpowie, że zabiegową, najlepiej coś pokroju neurochirurgii lub kardiochirurgii. Start w medyczny świat wydaje się prosty, wręcz banalny, ponieważ jesteśmy zachłyśnięci sukcesem – matura zdana na naprawdę wysokim poziomie, dostanie się na kierunek, o którym marzy wiele osób. Jesteśmy gotowi iść za ciosem. Schodzimy na ziemię, kiedy zauważamy, że koledzy z roku są równie zdolni i pracowici jak my (a czasem nawet bardziej). Oprócz całej medycznej przygody – wyprowadzamy się z domu rodzinnego i zaczynamy również studenckie życie na własną rękę, co wiąże się z zawieraniem przyjaźni, związków. Wchodzimy w dorosłość, a więc – dojrzewamy. Dojrzewanie oraz doświadczenie bardzo często uświadamiają nam, że nie chcemy spędzić całego życia na sali operacyjnej czy w przychodni – chcemy kiedyś założyć rodzinę, żyć własnym życiem. Po czasie dostrzegamy, że chcemy stabilnej pracy, która będzie nas ciekawić i dawać nam satysfakcję, ale przy okazji – nie zabierze nam całego wolnego czasu. Owszem, część z nas zostanie przy pierwotnym pomyśle na siebie, ale raczej będzie to malutkie wąskie grono.

 Czy powód, dla którego wybrałeś medycynę definiuje jakim będziesz lekarzem? Myślę, że nie. Z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że to jaki masz stosunek do pacjenta wynika z tego jak traktujesz ludzi, czy odnosisz się do nich z szacunkiem i empatią nie tylko w szpitalu, ale na co dzień. Jeśli tylko masz okazje rozwijać swoje zdolności interpersonalne poprzez warsztaty, dodatkową pracę czy hobby – rozwijaj je i czerp jak najwięcej wiedzy z doświadczenia.  Miej gdzieś z tyłu głowy myśl, że im bardziej gloryfikujemy studia medyczne oraz pracę lekarza, tym bardziej oddalamy się od pacjentów. Od ludzi w ogóle. 



Autor: Biedomed

Biedomed

Studentka kierunku lekarskiego. Fanka eliksirów wielosokowych. W wolnym czasie, oprócz spanka – prowadzę profil na Instagramie: @biedomed, gdzie dzielę się swoim dekadentyzmem. Czasem się co pouczę. Przyszłość chciałabym wiązać  z neurologią lub anestezjologią. Lekka nieznośność niebytu.

Linki: https://www.instagram.com/biedomed/

Nie znalazłem produktu
Poleć nas
fb insta



Dane adresowe

SINATUR Sp. Z O.O.
Pomorska 80 / 10
91-409 Łódź

42 674 61 00 Pon - Pt 8.00 - 16.00 / 511 876 124 / 512 998 887
email: biuro@stetosklep.pl

Konto

ING Bank Śląski S.A. Oddział w Łodzi
Nr konta: 31 1050 1461 1000 0090 3022 6881

Wysyłka & płatność

Przesyłki do Państwa realizowane są
za pomocą firmy DPD.
Szczegółowy cennik kosztów dostawy
znajdziecie Państwo w zakładce WYSYŁKA I ZWROTY.

Płatności za zamówiony towar w naszym sklepie
możecie dokonać Państwo tradycyjnym przelewem
na konto bankowe podane na naszej stronie
lub za pomocą systemu płatności PayU.